010101010101010101…
Wszystko i wszyscy sprowadzacie się do kodu binarnego w życiu drugiego człowieka.
Znajomy mój porównał dorosłość do niezaleczonego wrzodu na dupie. Niby nic takiego, ale jak już dopadnie to dziwnym trafem puścić nie może. Tu uwiera tam przeszkadza etapami powiększając się i zmniejszając. Dorosłość to moment gdy wychodzisz zza cudzych pleców przed oblicze świata i on zaczyna rozliczać Cię krok po kroku. Każdy błąd zostanie zapisany, każdy sukces stłamszony. Dorosłość to koniec marzeń i pusta “durslejowszczyzna”. Dorosłość to równowaga, hormonów, poglądów i wyborów. 0101010101…
Kiedy byliśmy młodsi mieliśmy czas siedzieć razem długimi godzinami i gadać do siebie o głupotach. Życie, miłość, seks, tragedie bez znaczenie, tragedie które poniewierały. Teraz pojawiamy się nawzajem w swoim życiu żeby sobie przypomnieć jak było, albo ze zdziwieniem ujrzeć kogoś kogo tak naprawdę już nie znamy. Kim Ty jesteś? Dlaczego tak się zmieniłeś? I klniemy bo przyjaciel odszedł na koniec świata, w inny rodzaj percepcji, nie widząc sami że w odruchu dorosłości zbliżamy się do niego tylko wtedy kiedy jest nam potrzebny. Nie mamy czasu na altruizm. Jesteś albo Cię nie ma. 01010101…
Tylko dziecko ma w sobie wybór. Dorosłość to jasna ścieżka pełna prostych codziennych rytuałów. Kokon bezpieczeństwa. Schody do Szeolu. Jeśli zabijesz w sobie dziecko Twoje życie na zawsze zamknie się w trybach pracy, snu i odpoczynku. Choćbyś był genialnym naukowcem czy bogatym biznesmenem na zawsze już będziesz wesoły albo smutny, spełniony albo zawiedziony, żywy albo martwy. Żadnej sprzeczności, żadnego wyboru 0101010101….
Coś we mnie umarło. Odeszliście wszyscy, zostaliście tylko jasnymi punktami na orbicie mojego życia. I już nie będzie tego samego picia i rozmów do 5 nad ranem. Już nigdy nie poczuję tego samego. Jestem dorosły i pusty w środku. I nie mam kasy, domu ani życia, tylko pielęgnuję w sobie dziecko, które wciąż wierzy że ma wybór. I wciąż jest mój Ktoś, bez którego zamek z piasku na zawsze by runął. Na szczęście wciąż jest.
Tyle że nie poza Ktosiem nie ma już jednoczesnego chcę/nie chcę, kocham/nienawidzę, szaleję/mam dosyć. Nie ma sprzeczności. Jest jasna prosta droga. Schody do Szeolu. 0101010101…
Wiem, że to bełkot, ale jeźdźcy już nie przyjadą w nocy, a nowa płyta Unearthly Trance jest chujowa. Świat się skurczył i mam już tylko Ciebie. O nic więcej nie proszę.

2 uwag
RSS dla komentarzy tego wpisu
8 Październik 2010 @ 15:14
Yennfri
nie rezygnuj z dziecka w sobie. dorosłość tak paskudnie zabija, utwardza.
26 Październik 2010 @ 21:03
duszakd
010101…pamiętaj, że to tylko kod, echo.